Refleksja
Znowu wróciliśmy pod dęby Mamre, gdzie trzej tajemniczy wędrowcy nawiedzili Abrahama. W opowieść uwagę zwraca spokój. I ten szczegół o przygotowaniu poczęstunku: Prędko zaczyń ciasto - choćby najprędzej, to przecież musiało potrwać. Abraham zaś podążył do trzody i wybrawszy tłuste i piękne cielę, dał je słudze, aby ten szybko je przyrządził. To musiało trwać jeszcze dłużej. Nikt się nie śpieszy - ani Abraham, ani jego goście, ani Sara. Mają czas na przygotowanie poczęstunku, aby mieć potem czas dla siebie i gości. Abraham tyle uwagi i czasu poświęcił ludziom, których zobaczył wtedy pierwszy raz. Stara tradycja dopatruje się tu tajemniczej wizyty samego Boga. Coś podobnego, choć w innej scenerii, opowiedział Ewangelista. Marta i Maria (i Łazarz, ich brat) mają gościa. Jest nim Jezus. Obie siostry (choć każda inaczej) mają czas dla gościa, dla człowieka (to nie bóstwo było widać, a Jezusowe człowieczeństwo). Poczęstunek, rozmowa. Także z tej relacji tchnie spokój. Zatrzymać się przy ludziach, a okaże się, że zatrzymaliśmy się przy Bogu. Ugość człowieka, a ugościsz Boga. Taka jest logika Wcielenia. Nie było wtedy zegarków z sekundnikami. Dziś, niestety, są. I śpieszymy się. Ostatnio usłyszałem: ”Wiesz, ile można powiedzieć w pięć sekund!”. Można, ale po co? Można do kogoś zaglądnąć na pięć minut. Można i do kościoła wpaść jak do piekarni po dwie bułeczki. Powiesz, że lepiej na chwilę zatrzymać się przy człowieku lub Bogu niż wcale. Niby tak. Ale w tej racji czuję jakiś wewnętrzny fałsz, z którego wyrasta zaklęcie: ”nie mam czasu”. Dobrze wiem, że on ma czas, ale wolę udawać, że mu wierzę. Tak wygodniej. Jutro on uwierzy. On, człowiek. A Bóg nie będzie się upominał. Poza tym - mam tyle do zrobienia. Tyle dobrego, pożytecznego, ważnego, a nawet pobożnego. Panie Boże, to dla Ciebie ta cała krzątanina, nie mam czasu na modlitwę, a zresztą, modlę się moimi dobrymi czynami. A Jezus odpowiada: Marto, Marto, troszczysz się i niepokoisz o wiele, a potrzeba mało albo tylko jednego.