Telefon: +32 410 64 19    E-mail: pm05@poczta.onet.pl

Refleksja

W książce pod tytułem „Nawrócenie” (2002) znajdujemy opis drogi, którą włoski pisarz Vittorio Messori. dotarł do katolicyzmu. Messori urodził się w Modenie w 1941 r. Został co prawda ochrzczony, ale jego rodzina nie praktykowała wiary i nie otrzymał w niej żadnego wychowania religijnego. Niewierząca rodzina i szkoła uczyniły z niego antyklerykała i racjonalistę. Momentem przełomowym okazało się dla niego lato 1964 r. Łaska Boża sprawiła, że 23-letni Vittorio, inteligentny i dobrze zapowiadający się student i pracownik centrali telefonicznej na nocnej zmianie, mieszkający w antyklerykalnym Turynie, studiujący u laickich profesorów, wziął do ręki Ewangelię i przeżył – niewytłumaczalne w sposób racjonalny – doświadczenie nawrócenia. Spotkał Jezusa Chrystusa i otrzymał dar pewności, że ten Człowiek prawdziwie był Synem Bożym. Później Ewangelii poświęcił całe swoje późniejsze życie. Stał się jednym z najpopularniejszych pisarzy katolickich o międzynarodowej sławie. Jest autorem wywiadu-rzeki z Janem Pawłem II pt. „Przekroczyć próg nadziei” oraz z kard. Josephem Ratzingerem – „Raport o stanie wiary”. Messori był świadomy tego, że życie „albo się przeżywa, albo się je pisze”. Dlatego zawsze poszukiwał odosobnionego miejsca, w którym mógłby zastanawiać się, jak przekonać ludzi, że nadzieja istnieje, że jest ona uzasadniona, że „chrześcijanin to nie kretyn”.

Patrząc na przykład Vittorio Messoriego widzimy, że Bóg daje człowiekowi czas. Nawrócenie stanowi zmianę kierunku życia opartego o wzór świata do wzoru, który pokazuje życie Jezusa. Czasem ta zmiana dokonuje się natychmiast po poznaniu Jezusa. Niekiedy proces nawrócenia trwa rok lub więcej, aż człowiek pokona w sobie opór przed panowaniem Boga w życiu. Przeszkodą może być lekceważenie własnych grzechów i słabości, porównywanie siebie z innymi czy przekonanie o tym, że wszelkie zmiany są niemożliwe. Pomocą jest ufne przyjęcie Boga do swojego życia i swojego serca, zdanie się na Jego pomoc. W tym kontekście bardzo zrozumiałe stają się tutaj słowa Jezusa wypowiedziane do św. Faustyny Kowalskiej: „Najboleśniej ranią mnie grzechy nieufności” (Dz. 1076). Brak ufności nie pozwala na działanie Boga w duszy i w konsekwencji pozostawia człowieka samemu sobie.

Jezus przebywając przed Świętem Paschy w Betanii, zobaczył drzewo figowe okryte bogatą zielenią. Podszedł do niego, spodziewając się, że wśród liści znajdzie również owoce. Jezus doznał jednak rozczarowania, gdyż na drzewie nie było ani jednego owocu. Podobnego zawodu doznawał Jezus ze strony tych, którzy uważali siebie za pobożnych, ale nie przynosili oczekiwanego owocu. Większość mieszkańców Galilei już o Nim słyszała, niewielu uwierzyło w Niego. Czy Jezus ma jeszcze czekać na ich wiarę?  Wielki Post jest czasem danym przez Boga do nawrócenia dla każdego z nas. Wszyscy jesteśmy skażeni grzechem, egoizmem, lubimy skupiać się na sobie i myśleć wyłącznie o sobie. Nawrócenie wskazuje na konieczność nieustannej gotowości do przemiany życia i zgody na to, by zostać zwyciężonym i porwanym przez Tego, który „ jest łaskawy, pełen miłosierdzia”.

                                                                                                ks. Leszek Smoliński

 

Złota myśl tygodnia

My, którzy umiemy mówić, musimy być głosem, dla tych, którzy mówić nie potrafią.

św. Oskar Romero

Patron tygodnia – 26 marca

Święty Dobry Łotr

Święty Dyzmas (w prawosławiu Rach) to jeden z dwóch łotrów, powieszonych na krzyżu obok Jezusa. Informację o nim przekazuje św. Łukasz w swojej Ewangelii. Kiedy drugi z ukrzyżowanych z Jezusem łotrów urągał Mu, Dyzmas skarcił go mówiąc, że oni umierają słusznie, za swe zbrodnie, ale Jezus nic złego nie uczynił. Zwrócił się do Jezusa, prosząc, żeby wspomniał na niego, kiedy już przyjdzie do swego królestwa. A Jezus obiecał Dobremu Łotrowi - bo tak go od tego czasu nazywamy - że jeszcze dziś będzie z Nim w raju. Był to pierwszy swoisty akt kanonizacji, którego jeszcze na Krzyżu dokonał Chrystus. O Dobrym Łotrze pisało wielu Ojców Kościoła i świętych. Jego imię - Dyzmas - pochodzi z pism apokryficznych. Kościół wschodni czci go nawet jako męczennika. W Bolonii, w kościele św. Witalisa i w bazylice św. Stefana, oddawano cześć częściom krzyża, na którym Dobry Łotr miał ponieść śmierć. Pielgrzymi, udający się do Ziemi Świętej, chętnie nawiedzali miejscowość Latrum w pobliżu Emaus, która im przypominała postać Dobrego Łotra. Dobry Łotr jest symbolem Bożego Miłosierdzia; pokazuje, że nawet w ostatniej chwili życia można jeszcze powrócić do Boga. Św. Dyzmas jest patronem Gallipoli (Apulii), skruszonych złodziejów, więźniów, umierających, skazanych na śmierć i dobrej śmierci oraz kapelanów więziennych, pokutujących i nawróconych grzeszników. Stanowi wzór doskonałego żalu za grzechy. W ikonografii przedstawiany jest jako młodzieniec, również w wieku dojrzałym, a nieraz też jako starzec. Jego strojem jest opaska na biodrach lub krótka tunika. Atrybutami św. Dyzmy są krzyż, łańcuch, maczuga, miecz lub nóż. Warto wiedzieć, że dolna (trzecia) ukośna belka prawosławnego krzyża symbolizuje skazańców ukrzyżowanych z Chrystusem. Jej prawy kraniec, uniesiony do góry, wskazuje niebo, do którego poszedł Dobry Łotr. Lewy kraniec wskazuje piekło, do którego trafił ten, który nie wyraził skruchy. Episkopat Polski zdecydował w 2009 r, że dzień wspomnienia św. Dobrego Łotra obchodzony jest w Polsce jako Dzień Modlitw za Więźniów.

Opowiadanie

Przewodnik

Dzień zaczął się źle i kończył się jeszcze gorzej. Jak zwykle autobus był przepełniony. Podczas gdy popychano mnie na wszystkie strony, mój smutek wzrastał. Nagle usłyszałam głos dobywający się z przedniej części autobusu: - Prawda, że piękny dzień?

Z powodu tłoku nie widziałam mężczyzny, ale słyszałam, jak opisywał wiosenny pejzaż, zwracając uwagę na zbliżający się kościół, park, cmentarz, koszary strażackie. Wkrótce wszyscy pasażerowie spoglądali przez okna autobusu. Entuzjazm był tak zaraźliwy, że zaczęłam się uśmiechać po raz pierwszy tego dnia.

Dojechaliśmy do mojego przystanku. Kierując się z trudem ku wyjściu, spojrzałam na naszego przewodnika. Był to człowiek dość otyły, o czarnej brodzie, w ciemnych okularach, trzymający białą laskę. Był niewidomy. Wysiadłam z autobusu i nagle całe moje napięcie znikło. Niewidomy pomógł mi przejrzeć: dostrzegłam, że mimo tego iż czasami źle się sprawy układają, choć wszystko wydaje się smutne i ciemne, świat nadal jest piękny. Nucąc biegłam po schodach do mojego mieszkania. Nie mogłam doczekać się chwili, by móc pozdrowić moich bliskich słowami: Piękny dziś dzień, prawda?

Wierzę w Kościół – katechezy o Domu Bożym dla nas cz. 121.

Całe kolegium biskupów, pod przewodnictwem papieża, cieszy się nieomylnością, jeśli autorytatywnie i jednomyślnie naucza w sprawach wiary i moralności. Nauczanie to może mieć formę uroczystą (na soborach powszechnych) oraz formę zwyczajną, gdy biskupi zgodnie nauczają w swych diecezjach. Biskup Rzymu cieszy się nieomylnością, gdy przemawia ex cathedra, tzn. gdy sprawując urząd pasterza i nauczyciela wszystkich wiernych, swą najwyższą apostolską władzą określa zobowiązującą cały Kościół naukę w sprawach wiary i moralności[1]. Takie orzeczenia papieża są niezmienne same z siebie, tzn. nie wymagają konsultacji, ale nie trzeba się ich obawiać, ponieważ – z powodu asystencji jednego i tego samego Ducha, który sprawia, że cała trzoda Chrystusa utrzymuje się w jedności wiary i w niej wzrasta – nie może im nigdy zabraknąć uznania ze strony Kościoła, (por. KK 25).

Rzecz jasna, że choć rozróżnia się nieomylność ogółu wiernych w wierzeniu i nieomylność głowy i całego kolegium biskupów w nauczaniu, to zachodzi między nimi ścisła współzależność i ma miejsce aktywne współdziałanie podmiotów, którym przysługują. Ogół wiernych podąża za oficjalnym nauczaniem papieża i biskupów, a papież i biskupi odnoszą się do wyrosłych w oparciu o wiarę przekonań ogółu wiernych. Przykładem może być reforma liturgii dokonana przez Sobór Watykański II, poprzedzona przez tzw. ruch liturgiczny, rozwijający się wśród ogółu wiernych, co najmniej pół wieku wcześniej.

W ten sposób, na poziomie przekazywania apostolskiego depozytu wiary, urzeczywistnia się szeroko rozumiana tradycja Kościoła. Niestety, jej rozwój napotyka dziś wiele trudności. Chodzi o proces przyswajania treści depozytu wiary przez całą wspólnotę wierzących, czyli tzw. recepcję eklezjalną i o krytyczne odniesienie do tradycji, ponieważ mogą istnieć tradycje wypaczające wiarę, wymagające oczyszczenia. Aby oczyścić tradycję i ubrać ją w nowe formy wyrazu, potrzebne są kryteria weryfikujące słuszność i poprawność naszego działania. Rzecz jest ważna, aby nie doprowadzić do zerwania ciągłości tradycji.

Coraz większym problemem jest też brak należytego wartościowania tradycji Kościoła. Widać w tym negatywny wpływ dzisiejszego świata, który upatruje w tradycji siłę wiążącą człowieka z przeszłością, przeszkadzającą mu w zwrocie ku przyszłości. Wskutek tego w życie Kościoła wdziera się coraz więcej relatywizmu, subiektywizmu, lekceważenia kościelnego nauczania. Cierpi na tym interpretacja depozytu wiary, która ma czasami niewiele wspólnego z nauczaniem Magisterium Kościoła, a bywa, że stoi doń w wyraźnej opozycji. Ujawnia się to dość często w wielu pozycjach z zakresu literatury dewocyjnej. Stąd potrzeba zarówno rzetelnych wykładni, jak i rzetelnego nadawania nihil obstat (łac. nic nie stoi na przeszkodzie), czyli pozwolenia na publikację ze strony cenzora czy imprimatur (łac. niech będzie odbite), czyli aprobaty władz kościelnych na druk.

bp Andrzej Czaja

 

[1] Por. A. Zambarbieri, Obraz papieża na Soborze Watykańskim I, ComP 11(1991) nr 6, s. 66–72.

wvm7x_